Nowe technologie: Michał Jeleń na łamach Gazety Wyborczej komentuje przyjęcie przez Parlament Europejski ustawy o prawach autorskich.

Parlament Europejski przyjął dyrektywę o prawie autorskim. To pierwsza zmiana europejskiego prawa autorskiego od 18 lat. Zobowiązuje wielkie platformy internetowe do uczciwego dzielenia się zyskami z wydawcami i twórcami treści.

„Zgodnie z projektem dyrektywa dotycząca praw autorskich musi zostać zaimplementowana w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie, a wchodzi w życie w ciągu 20 dni od dnia jej publikacji. Co za tym idzie, możemy się spodziewać, że najpóźniej w kwietniu 2020 r. powinny wejść w życie zmiany w przepisach krajowych, które zapewnią stosowanie dyrektywy na terenie RP.

W związku z powyższym, rząd powinien w najbliższym czasie rozpocząć proces legislacyjny i przygotować projekt zmieniający obowiązującą obecnie ustawę o prawach autorskich oraz inne akty prawne, odnoszące się do obszarów objętych dyrektywą. Z powodu medialności tematu dyrektywy możemy się spodziewać szerokich konsultacji branżowych oraz społecznych w zakresie kształtu takiego projektu.

Ciężko jest przewidzieć faktyczne konsekwencje implementacji dyrektywy do polskiego porządku prawnego, w szczególności, że kraje członkowskie zawsze otrzymują pewien zakres dowolności zarówno w sposobie implementacji (tj. jak dokładnie mechanizmy przewidziane dyrektywą mają działać w danym państwie), jak i w zakresie implementacji (tj. państwa członkowskie implementując przepisy unijne do porządku krajowego często nakładają dodatkowe ograniczenia, bądź unormowania, mające niejako „uzupełniać” przepisy implementowanej dyrektywy). Nie należy wykluczać możliwości powołania do życia organizacji, która zajęłaby się negocjacjami pomiędzy autorami, a agregatami treści czy też tego, że jakaś z obecnie istniejących organizacji przyjmie tę rolę.

Uciążliwość konsekwencji wdrożenia dyrektywy dla samych internautów w dużej mierze zależy bardziej od tego, jak będzie przebiegała współpraca w zakresie przestrzegania zasad określonych w dyrektywie pomiędzy np. wydawcami a portalami społecznościowymi, niż od kształtu i terminu implementacji jako takiej. Na pewno nie należy się spodziewać wprowadzenia z dnia na dzień „cenzury Internetu”. Bardziej należy to postrzegać przez perspektywę tego, co miało miejsce na portalu YouTube w momencie, gdy twórcy utworów muzycznych zaczęli upominać się o egzekwowanie ich praw, w efekcie czego, portal zaczął blokować, bądź wyciszać filmy wykorzystujące dzieła innych autorów. Oczywiście, zakładając, że uda się „dogadać” autorom (w szczególności wydawcom) z dużymi portalami społecznościowymi czy agregatami.

Istnieje oczywiście ryzyko, iż np. Facebook podejmie współpracę jedynie z niektórymi wydawcami, co może grozić np. ograniczeniem możliwości publikowania przez użytkowników treści ze źródeł innych niż współpracujących z portalem, a co za tym idzie, niektórzy mogą uznać, iż stanowi to zagrożenie dla pluralizmu mediów w sieci, wprowadzone nie tylko w majestacie prawa, ale wręcz, niejako, przez to prawo promowane czy też wymuszone” – tłumaczył Michał Jeleń.

Zachęcamy do lektury artykułu.

Newsletter

Bądź na bieżąco. Otrzymuj od nas alerty prawne, aktualne komentarze oraz informacje o nowych publikacjach ekspertów z Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.